Skrajności nie są wskazane. Zarówno przesadni optymiści, jak i zagorzali pesymiści mają utrudnioną ścieżkę kariery. Trudno pracuje się z nimi w zespole, a sami zapatrzeni w swoje silne poczucie „uda się” – „nie uda” tracą z oczu rzeczywistość
Słowa, które kształtują rzeczywistość
Świat nie jest taki, jaki jest, ale taki, jakim go widzimy. Poprzez etykiety słów nadajemy znaczenie rzeczom, ludziom i wydarzeniom. W sytuacji silnych emocji, np. podczas konfliktu, automatycznie zaczynamy używać określeń, które wzmacniają negatywne widzenie spraw. Taka zasada oznacza więc, że mamy wpływ na to, jak interpretujemy rzeczywistość, a tym samym, jakie ma ona dla nas skutki w obszarze emocji. Optymiści i pesymiści wykorzystują to w odmienny sposób.
Komu ma się udać, jak nie mnie?
Jeśli założymy, że w świecie dzieje się tylko dobrze, poniesiemy klęskę. Gdy skupienie na pozytywach przysłoni nam widzenie zagrożeń – wzrasta ryzyko porażki. Niepoprawni optymiści, ludzie, którzy od rana do wieczora noszą na ustach uśmiech, bywają mało wiarygodni. Sprawiają wrażenie nieprawdziwych. Codzienność to także smutek, który daje nam czas na refleksję, lęk, który chroni przed niebezpieczeństwami i złość, dająca nam energię do zmiany. Przydaje się jednak umiejętność pozytywnego przeformułowywania. Oznacza to m.in. nazywanie deficytów obszarami do rozwoju, mówienie „zmień” zamiast „popraw” oraz wiarę, że porażki kształcą. Wszystko to ułatwia budowanie motywacji, odczuwanie pozytywnych emocji, przy jednoczesnym widzeniu negatywnych aspektów rzeczywistości, które obecne są przecież w każdej sytuacji.
I tak się nie uda...
Pesymista idealny – osiołek z Kubusia Puchatka – powtarzał te słowa, niczym mantrę. Przeżył życie ze spuszczonym ogonem i uszami ciągniętymi po ziemi. Gdyby nie grupa troskliwych i dbających przyjaciół, pewnie zaszyłby się gdzieś w głuszy i przez całe życie oglądał jedynie swoje kopytka. Przesadny pesymizm, dopatrywanie się nieprawości na każdym kroku, obawa, że ludzie knują przeciwko nam, a nasze osobiste zasoby są niewystarczające – niszczą. Lęk przed niepowodzeniem sprawia, że wycofujemy się z działania już na starcie. W ten sposób można zmarnować nawet największy talent. Czasami poradzenie sobie z brakiem wiary we własne siły i w ludzi wymaga pomocy eksperta – terapeuty lub coacha. Zarówno silne, jak i długotrwałe negatywne emocje dezorganizują nasze życie, odbierają radość z niego, a czasami skazują na samotność.
Adwokat diabła
Chociaż współpraca w zespole z pesymistą bywa trudna, warto wykorzystać jego wrażliwość na pojawiające się zagrożenia. Podczas gdy optymiści z zapałem będą opracowywać strategie osiągnięcia celu i snuć wizje o tym, jak je zrealizować, pesymista znajdzie dziurę w całym. Dobrze jest go wówczas słuchać, bo jego niepewność może nas uchronić przed porażką. I chociaż informacja uzyskana od pesymisty może być jak bomba między oczy – zwalać nas z nóg i podcinać skrzydła – słuchajmy. Dla własnego dobra...
Realizm
Drogą do sukcesu jest widzenie rzeczy w pełni, czyli wieloobszarowo. To trudna sztuka, bo dla jednych bliższe jest zapędzanie się w przesadną wiarę w powodzenie, a dla innych nostalgiczne wzdychanie z obawy przed klęską. Warto jednak popracować nad swoim patrzeniem na świat, tak, aby w połowie być optymistą, a w połowie pesymistą. Mieć w sobie radość dziecka i refleksyjność mędrca. Widzieć wady i zalety, umiejętności i deficyty, czynniki sprzyjające osiąganiu celu, ale i te, których obecność podnosi poziom ryzyka. Dopiero taka komplementarność gwarantuje powodzenie. A jednocześnie dobrze jest pozwolić sobie od czasu do czasu pójść za swoją naturalną potrzebą optymizmu lub pesymizmu, posmucić się koncertowo lub oślepnąć z radości.
Autor: Anna Dzierżawska-Popiołek
Źródło: miesięcznik "Kariera" (nr 7/8, grudzień 2008 - styczeń 2009)