Punkty z dorabianiem kluczy są niemal w każdym centrum handlowym, prawie na każdej ulicy. Czy jest jeszcze miejsce w tym biznesie, który – jak twierdzą właściciele – daje całkiem konkretne dochody?
O potencjalnym sukcesie każdego biznesu decydują zazwyczaj te same czynniki: popyt na oferowane usługi i poziom konkurencji. W przypadku punktów dorabiania kluczy wydawać by się mogło, że nie ma już miejsca na nowe punkty. Przecież można je znaleźć prawie w każdym centrum handlowym. Jednak w Warszawie funkcjonuje zaledwie 50 autoryzowanych punktów na blisko dwa miliony mieszkańców. Do tego popyt jest całkiem spory. – Spółdzielnia mieszkaniowa dostawała od mieszkańców listy i petycje, w których domagano się otworzenia na osiedlu punktu dorabiania kluczy. Władze spółdzielni były na tyle zdeterminowane, że wynajęły mi lokal na taką działalność z czynszem 300 zł – mówi Artur Modrzewski, właściciel punktu na warszawskim Bemowie.
Tylko dla fachowców
Mówi się, że punkt dorabiania kluczy to interes dla każdego. Przecież to proste. Maszyna posiada dwie szczęki, w jednej umieszcza się klucz wzorcowy, w drugiej klucz surowy – krótki zgrzyt i mamy duplikat. – Wszyscy fachowcy pracujący w tym zawodzie są samoukami – mówi Jerzy Czeremaga, właściciel punktu przy ul. Twardej w Warszawie. – Tutaj potrzeba dużo praktyki. Jeżeli ktoś się nie zna i zakłada punkt, to przez długi czas jedynie psuje klucze, ludzie nie mogą wchodzić do swoich mieszkań, a biznes upada. I tak zazwyczaj dzieje się z nowymi punktami – ostrzega nowicjuszy Czeremaga.
Dla zdecydowanych istnieje rozwiązanie. Co jakiś czas w Internecie lub prasie można znaleźć ogłoszenie, w którym właściciel za pewną opłatą mógłby odstąpić cały biznes. Do tego można liczyć na kilkutygodniowe przygotowanie do zawodu. – Rozpocząłem działalność 12 lat temu i niedługo wybieram się na emeryturę. Mój lokal ma pewną renomę, więc szkoda go zamykać. Dlatego postanowiłem odstąpić go w całości za 50 tys. zł. Kwota może i duża, ale i biznes opłacalny – tłumaczy Artur Modrzewski.
Silnik od pralki na początek
Do rozpoczęcia działalności niezbędny jest lokal, maszyny i komplet surowych kluczy. Wystarczy 4 m². Takie lokale można znaleźć na starszych osiedlach, bo czynsz jest niewielki – od 300 do 600 zł. Jeżeli poza usługami ślusarskimi chcemy oferować coś więcej, warto zainwestować w miejsce w okolicach dworca czy w centrum handlowym. Tam płaci się od 2 do 6 tys. zł. Podobnie jest z maszynami: można mieć te z górnej półki, ale i te „domowej roboty”, na początek działalności. Pakiet podstawowy z maszyną dorabiającą typowe klucze mieszkaniowe i do bram można dostać za 7 tys. zł. Tyle samo należy wydać na komplet surowych kluczy. Podstawowych modeli kluczy jest 40, więc ograniczając zapasy tylko do nich, można zmniejszyć wydatki do 1,5 tys. zł. Ale branża ta potrafi strawić każde pieniądze. – Może to nie wygląda, ale taka maszyna jak obrabiarka numeryczna, którą chciałby mieć każdy właściciel punktu, to wydatek 90 tys. zł – mówi Andrzej Żurawski, właściciel punktu „Key AŻ”. Na początku można zacząć od prostszych maszyn. – Punkt prowadzę już 30 lat. Miałem mały lokalik, może ze 4 m². Pierwsze dwie maszynki kupiłem za 200 dolarów, chodziły one na silnikach od pralek. A teraz mam maszyny i po 120 tys. zł – mówi Jerzy Czeremaga.
Ślusarz wymieni obcas
Taki punkt posiada w sobie wielki potencjał. Jeżeli inwestycja w nowoczesne maszyny jest zbyt kosztowna, można nieco zmodyfikować profil działalności. Taki model idealnie wykorzystują punkty dorabiania kluczy zlokalizowane w dużych centrach handlowych. Można tam znaleźć 40 modeli kluczy do mieszkań, a do tego ksero, pieczątki czy szewca. Kierunek rozwoju firmy jest związany z jej lokalizacją. W marketach i na dworcach lepiej sprawdzają się tzw. masówki, oferujące każde usługi, ale w ograniczonym zakresie. Na osiedlach zaś lub w pobliżu przystanku autobusowego bardziej opłacalne są usługi czysto ślusarskie.
Klucze w cenie Mercedesa
Punkt z podstawowym zakresem usług po pięciu latach działalności może przynieść miesięczne zyski do 3 tys. zł. Natomiast punkt wielobranżowy to już zysk w granicach 6 tys. zł. Wobec kapitału początkowego ok. 30–50 tys. zł to całkiem dobre zarobki. Jak twierdzą właściciele punktów, na rozpoczęcie działalności potrzeba ok. 30 tys. zł. Jest to niezbędne minimum, aby zacząć cokolwiek robić. – Włożone tutaj pieniądze to inwestycja na długie lata – twierdzi Andrzej Żurawski. A przez wyspecjalizowanie się w konkretnej działce można zostać jedynym w Polsce fachowcem np. od zamków lub bram konkretnego producenta. Wystarczy postarać się o licencję i zacząć zarabiać pieniądze.
Tomasz Zdunek
Koszt inwestycji na start: 30 tys.
Spodziewany zysk: 3–6 tys. zł.
Pakiet podstawowy z maszyną dorabiającą typowe klucze mieszkaniowe i do bram można kupić już za 7 tys. zł