Strona Główna Artykuły Życie Mit solidarności
22-12-2011

Mit solidarności

Skończyły się czasy, kiedy przeciętny Polak dostawał od ręki pracę w każdej branży. Teraz, by otrzymać zatrudnienie, trzeba okazać wiele dokumentów, zaświadczeń, a nawet listów polecających od poprzednich pracodawców. A wszystko przez pracowników, którzy przez swoje niewielkie kompetencje psują markę polskich fachmanów

 

Ostatnio na jednym z forów internetowych niemieckiej Polonii rozgorzała dyskusja na temat: „Dlaczego pchamy się do pracy, o której nie mamy pojęcia, psując przy tym pozytywne opinie o Polakach”. Jeden z forumowiczów, kryjący się pod pseudonimem „Andr-opole”, sformułował prosty postulat: „Wszystkich polskich emigrantów zarobkowych zachęcam, aby uczyli się języka kraju, w którym chcą zarabiać pieniądze i żeby się nie bali pracować po fachu, bo oddając partacką robotę, o której – mimo najszczerszych chęci – pojęcia nie mają, po prostu psują image polskich fachowców”. To stwierdzenie wywołało duże poruszenie i dyskusje na temat stosunków między Polakami żyjącymi w Niemczech. Większość osób jednak zgodziła się z tą nieprzyjemną opinią.

Wyobcowani na obczyźnie
Ambasada Polska w Berlinie szacuje, że w Niemczech żyje ponad dwa miliony Polaków, z czego ok. 400 tys. przeniosło się za Odrę po wejściu Polski do Unii Europejskiej 1 maja 2004 r. Do tego trzeba doliczyć kilkaset tysięcy osób przyjeżdżających sezonowo do pracy, którzy nigdzie nie rejestrują swojego pobytu. Po imigrantach z Turcji i byłych republik radzieckich jesteśmy trzecią co do liczebności grupą narodową w Niemczech. To naprawdę spora liczba osób, które poza niewielkimi wyjątkami, są sobie zupełnie obce. Polacy są tak słabo zintegrowani, że nie mają nawet statusu mniejszości narodowej. Przypomnijmy, że mniejszości są inaczej traktowane przez rząd niemiecki niż grupy narodowe. Przede wszystkim są one beneficjentami znaczącej pomocy finansowej, przeznaczonej na kulturę czy naukę. W środowisku niemieckiej Polonii z różnym natężeniem działa 170–180 organizacji – społecznych, kulturalnych i branżowych, które w sumie skupiają drobną część grupy polskojęzycznej w tym kraju. W przeważającej większości są to organizacje kościelne. Jednak poza uczestnictwem w mszach po polsku jakakolwiek dalsza integracja Polaków właściwie nie ma miejsca. W efekcie Polacy w Niemczech są pozostawieni sami sobie i trudniej jest im korzystać z instytucjonalnych form wsparcia. O braku znaczenia Polonii nad Renem może świadczyć fakt, że podczas wyborów do Bundesratu żaden kandydat nie formułował jakichkolwiek postulatów w kierunku Polaków, którzy stanowią przecież znaczną grupę wyborców. – Nie rozumiem tego, naszych rodaków można spotkać niemal wszędzie – na ulicy, w urzędach, zakładach pracy, na budowach. A jednak są to osoby zupełnie sobie obce, praktycznie nieszukające ze sobą kontaktu – zastanawia się Artur, mieszkający w Nadrenii Północnej Westfalii od 10 lat. – Zdarza się, że niektórzy Polacy wręcz zaczynają rozmawiać ze sobą po niemiecku. Przecież jest nas tutaj tyle, że powinniśmy bardziej dbać o swoje interesy, pomagać sobie w znajdowaniu pracy czy mieszkań. Tymczasem mam wrażenie, że jest wręcz przeciwnie – dodaje.

Polakom dziękujemy?

Niestety problem wzajemnej obojętności, a niekiedy nawet wrogości, bardzo negatywnie odbija się na wizerunku Polaków w Niemczech. Nasi zachodni sąsiedzi nauczeni przykrymi doświadczeniami (kłótniami pracowników, donosicielstwem itp.) coraz częściej wolą przyjmować pracowników z innych krajów. Skutek jest taki, że każdy kolejny obywatel Rzeczpospolitej ma trudniejszy start w Niemczech. „Nie potępiam ludzi, którzy wyjechali bez znajomości języka i szukają jakiejkolwiek pracy, ja ich podziwiam. Podziwiam ich za siłę, jaką znaleźli w sobie, za wiarę w swoje możliwości i za odwagę. Bo trzeba być silnym i odważnym, aby rozstać się z rodziną i jechać w świat szukać lepszego życia” – pisze na forum 7asia. Problem w tym, że za same intencje nikt nikogo w Niemczech nie zatrudni. Taka sytuacja sprawia, że Polacy szukają jakiejkolwiek posady, często takiej, o której mają tylko mgliste pojęcie. To oczywiście wpływa na jakość wykonywanej przez nich pracy. Za tym idzie obniżanie standardów i pensji. Nasz brak wzajemnego wsparcia odbija się potem na wszystkich za granicą. Polacy zamiast tworzyć swoje branże czy uzyskiwać dominację w już istniejących, jak robią to inne grupy narodowe, skupiają się wyłącznie na indywidualnej wygodzie. Sytuacje, gdy nieznajomy Polak udzieli swojemu rodakowi bezinteresownej pomocy, niestety należą do rzadkości. – Widać, że Polacy są wypierani z rynku przez inne grupy narodowe. Niedaleko mojego miejsca pracy trwała budowa, na której – sądząc po częstym nadużywaniu słów na literę „k” – pracowali głównie Polacy. W ciągu kilku tygodni wszyscy zostali zastąpieni przez Bułgarów, którzy pracują o wiele zgodniej i ciszej – tłumaczy Małgorzata, od dwóch lat mieszkająca w Moguncji. Kolejnym problemem, na który zwracają uwagę niemieccy pracodawcy, jest przeświadczenie polskich pracowników o obowiązku wypłacania im zaliczek przed każdą rozpoczętą pracą. Tymczasem Niemcy zdecydowanie wolą uiszczać rachunki po wykonanych obowiązkach, często z kilkutygodniowym poślizgiem. Powinniśmy też pamiętać, że nasi zachodni sąsiedzi bardzo dokładnie sprawdzają, czy wykonana przez nas praca nie jest fuszerką. Jest to po części związane z ich zwyczajami, a po części z bardzo wysokimi normami trwałości i bezpieczeństwa, jakie sobie i przy okazji nam stawiają.

Lech Osuchowski